niedziela,  26 stycznia 2020  -  13:31:51
Poker, Sports Betting, Casino Poker, Sportwetten, Casino BonusBonusBonus.cz BonusBonusBonus.sk Poker, kasyno, bukmacher BonusBonusBonus.hu BonusBonusBonus.ru Poker, Sports Betting, Casino
Christoph Haller - biografia! LIST GOŃCZY
Christoph Haller - blog! BLOG

Christoph Haller

Utworzono: 4 grudnia 2007
Ostatnia aktualizacja: 29 lipca 2008
Wpis z 4 grudnia 2007    

List z Meksyku - - - Bezlitosna sprzątaczka

Sprzątaczka jest wszystkiemu winna! Mianowicie agentka, która przebrała się za sprzątaczkę i udaje, że mnie nie rozumie. – Ale jedno po drugim. Turniej, na który zaprosił mnie Mike Svobondy, ma długą tradycję. Do głównego turnieju zakwalifikowało się 32 graczy. Turniej odbywa się w Cancun (Meksyk). Uczestnicy grają w tryktraka o naprawdę wysokie sumy. Centrum tak zwanych High Roller to pokój hotelowy Gusa Hansena, ale również w innych miejscach poza turniejem ludzie grają o wielkie pieniądze.

Do tego momentu w tym turnieju powodziło mi się dosyć dobrze. Dwa razy podchodziłem do rozgrywki – Buy-In wynosił 7 500 $ – i dwukrotnie doszedłem do półfinału i wówczas oczywiście pechowo wypadłem z gry. 25 000 $ za każdą rundę to sprawiedliwa nagroda pocieszenia, ale wszyscy wiedzieli, że ten rok, to mój rok! Muszę przyznać, że konkurencja była silna jak nigdy przedtem. Przynajmniej dwóch byłych mistrzów świata – David Nahmmad i Denis Carlston – oraz Phil Laak, Mark Teltscher i wielu innych. Koło mnie siedział jedyny Niemiec , profesjonalista w tryktraku, Andreas Humke. Jednak tylko w roli obserwującego, za to aktywnie czuwając nad Side Games. Humke z pewnością należy do najlepszych z najlepszych, tak jak i Peter Jeß Thomson i niezniszczalny Paul Magriel, i wspaniałomyślnie wstrzymuje się od głównej rozgrywki.

Podróż była nieco uciążliwa. Jakoś dostałem geograficzny Bad Beat, albo po prostu nie wybrałem najszybszej drogi. Seszele – Wiener Neustadt – Meksyk. Ze strategicznego punktu widzenia można by to było na pewno rozwiązać korzystniej. Tego wieczora w Wiener Neustadt mogłem pogratulować Andreasowi Krause z okazji jego zwycięstwa w turnieju, a on mógł mi się przyglądać przy grze w Omaha – chociaż moje plany wyglądały raczej odwrotnie. Następnego dnia znowu wsiadłem do samolotu i przeleciałem przez Atlantyk.

Hotel w Cancun był piękny, sprzątaczka nie bardzo, ale natychmiast była na miejscu. Całkowicie zmęczony i zmaltretowany różnymi położeniami samolotu, od razu przedstawiłem się uprzejmie i jednocześnie wręczyłem „Marii“ (to chyba jej pseudonim) 10 $ napiwku. Poza tym upewniłem się, czy mnie w ogóle rozumie, poprosiłem ją, aby ponownie przyszła jutro, żeby w żadnym razie nie dotykała mojego laptopa i żeby moje notatki pozostawiła dokładnie w tym miejscu na biurku, gdzie się znajdują. Innymi słowy, posłanie łóżka i posprzątanie w łazience to wszystko.

Po dokuczliwym, podobnym do snu stanie wstałem, wskoczyłem do basenu i przygotowałem się do zaplanowanego programu dnia – swego rodzaju wycieczka kulturoznawcza z ruchliwym udziałem osób startujących w turnieju. Milionerzy, miliarderzy – jak np. dr Donald Khan – oraz równie wielkie sławy. Przeciętny wiek mężczyzn – koło sześćdziesiątki – a przynależące dziewczyny – młodsze przynajmniej o jedną generację. Nie dotyczyło to jedynie Phila Laaka i Jennifer Tilly. Muszę przyznać, że obydwoje są nader mili, jednak jako mężczyzna tak naprawdę nie rozumiem tego szumu wokół Jennifer. W moim drugim (czy trzecim?) mieście rodzinnym, Odessa, prawie żaden mężczyzna by się za nią nie obrócił – formułując to ostrożnie.

Po dawce kultury i smalltalku – powrót do pokoju hotelowego. Biurko wyczyszczone sterylnie i wysprzątane, aż puste. Cenne i posegregowane notatki brutalnie rzucone na stertę, a w powietrzu – niewiarygodne ale prawdziwe – kłęby dymu. I zrobiła to mnie, zaciekłemu przeciwnikowi palenia, który nie przenocowałby nawet z Miss Świata, gdyby ta nalegała na „papierosa po”. – Zgłaszam to recepcji, pytam się o „Marię“, niecałe dziesięć minut później puka do moich drzwi. Tym razem posługuję się językiem migowym (i wręczam dalsze 20 $). Wskazuję na biurko: „No – No – No“. Wskazuję na resztę pokoju: „OK – OK –OK“. Imituję palacza („No-No-No“) i w końcu jako małą pociechę na znak, że szanuję jej pracę, gest przed drzwiami łazienki: „Yes – Yes – Very Good!“.

Następnego poranka, krótkie spotkanie z Gusem Hansenem, którego rzadko widuje się przy basenie, gdyż praktycznie 24 godziny na dobę w jego pokoju odbywają się rozgrywki. Potem śniadanie z Markiem Teltscherem – pechowiec, któremu PokerStars znowu odebrało milion wygrany w WCOOP. Donosił o tym PokerOlymp. Generalnie Mark Teltscher oskarżany jest o to, że używał przy grze konta siostry, która w tym momencie akurat była w Stanach Zjednoczonych, a grano przez brytyjski adres IP. W każdym razie, Mark się nie przejmuje, postrzega to jako zwariowaną historię, która mogła przydarzyć się wyłącznie jemu. Fakt, że przegrał milion, wydaje się go wcale nie martwić. No cóż, pochodząc z zamożnej rodziny i odnosząc wielkie sukcesy jako specjalista od tryktraka i pokerzysta, łatwiej sobie poradzić z taką porażką. Pocieszałem go tym, że teraz może nazywać się „najlepszym pokerzystą świata, który grał przez konto siostry”.

Pierwszy dzień turnieju przeżyłem nieustraszony, wstrzymując się od gry i szukając szczęścia w mojej części wygranej. Często otrzymuję 10-15% – to bądź co bądź 200 $ za punkt – pływam w basenie i czekam na wyniki jak się mojemu faworytowi powodzi przy tryktraku. W ten sposób chociaż mogłem „wygrać“ koszty podróży. Prawdziwego Bad Beatu doznałem po powrocie do mojego pokoju. Błyszczące, puste biurko. Laptop wyłączony z prądu, leżał obrażony na szafce nocnej. Notatki ze strategiami zbite w stos. Kontrola w łazience – totalny szok. Właśnie tak wyobrażam sobie wycieczkę pod namioty z byłym kanclerzem Helmutem Schmidem. Chmura dymu unosi się w pokoju. Niewiarygodne! Nie znam się na papierosach, ale meksykańskie muszą być najgorsze na świecie. – Uciekłem na chwilę na balkon, zanim znowu rozpocząłem w łóżku walkę ze złośliwościami stref czasowych.

Następnego poranka nauczyłem się na własnych błędach. Laptop znajduje się tam, gdzie ma być, na środku biurka. Moja strategia gry na dzisiejszy dzień turniejowy leży perfekcyjnie uporządkowana koło laptopa. A ja siedzę i czekam na „Marię“. Szukam bezpośredniej konfrontacji, zdecydowanie chcę bronić mojego biurka i osobiście strzec zakazu palenia w moim pokoju – „Maria“ przychodzi i znowu bawimy się w „No – No – Yes – Yes“. Widocznie jest nieco obrażona i zdenerwowana moją obecnością – czy to może już odwyk od nikotyny? Idzie do łazienki, ja idę za nią. Idzie do biurka, ja zaraz „No – No – No“. I wnet popełniam znaczący błąd. Dzwoniąca komórka na moment odwraca moją uwagę. Znienacka „Maria” miała w ręku płyn do czyszczenia. Taki meksykański uniwersalny środek czyszczący. Prawdopodobnie z kwasem solnym bądź kwasem siarkowym. Zanim mogłem wkroczyć wszystko było wypryskane. Ekran, cenne kartki oraz ładowarkę do laptopa oczywiście spryskuje ze szczególnym poświęceniem.

Poddaję się, ratuję, co się da uratować i wychodzę z pokoju. Byłem tak zszokowany, że bym niemal zapytał „Marię“ o papierosa, aby uspokoić nerwy. Wspólne zapalenie papierosa może by nawet pomogło naprawić naszą zepsutą relację.

Musiałem jeszcze pokonać trzech przeciwników, aby osiągnąć półfinał (minimum 25 000 $), jednak nie mogę się skoncentrować i mam mętlik w głowie. Pierwszych dwóch przeciwników, choć są powszechnie uznawani za silnych graczy, jeszcze jakoś mogę zwyciężyć. Tylko jeszcze jeden gracz i zgarniam kasę. Początkowo wszystko toczy się z powodzeniem, przynajmniej do momentu, w którym mój przeciwnik zapala sobie papierosa. Musiałem mieć jakieś urazowe skojarzenie, gdyż mimowolnie oglądałem się za „Marią“, bojąc się, że zaraz przyjdzie ze swoim płynem czyszczącym i spryska stół, przy którym gram. Krótko mówiąc, po tym papierosie szło mi coraz gorzej i w końcu wypadłem z turnieju niebawem przed wygraną. – Czas na trochę zabawy i relaks na plaży. Turniej wygrała prawdopodobnie najlepsza na świecie specjalistka od tryktraka Katja Svenson, której oczywiście uczciwie pogratulowałem. (Mimo tego, że pewnie knuła intrygi ze sprzątaczką.)

Skończę teraz pisać ten „List z Meksyku“ (atak chemiczny sprawił, że ekran laptopa jest dziwnie matowy) i ruszam na lotnisko. Muszę jeszcze znaleźć optymalną drogę do domu, waham się między opcją Cancun – Melbourne – Wiedeń a wariantem Cancun – Władywostok – Wiedeń. Nieważne. Dopóki stewardesse nie będą potajemnie palić w toalecie samolotu wszystko jest OK.




Oceń bloga!
6,09

Wyślij wiadomość! Inactiv comments Activ comments Delete comments
 
     
     
     
Wpisz liczby z ilustracji znajdującej się po lewej stronie. Służy to zabezpieczeniu strony przed "sztucznymi" użytkownikami.
Proszę nie używać w komentarzach linków na zewnętrzne strony
;) :( :) :D :0 :X :P ;P 8)  
 
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez BonusBonusBonus w celach regularnego dostarczania informacji o nowościach i promocjach. W każdej chwili mogę zrezygnować z abonamentu newslettera. Dane osobowe nie są udostępniane osobom trzecim.
    Poleć stronę! e-mail        Drukuj stronę! Drukuj  
 
Przejdź do poprzedniego wpisu w blogu! 

Strona 4/7

Przejdź do następnego wpisu w blogu!
Wszystkie wpisy w blogu!
---

Tagi

---