sobota,  11 lutego 2012  -  12:47:41
Poker, Sports Betting, Casino Poker, Sportwetten, Casino BonusBonusBonus.cz BonusBonusBonus.sk Poker, kasyno, bukmacher BonusBonusBonus.hu BonusBonusBonus.ru BonusBonusBonus.cn BonusBonusBonus.hk
Sorel Mizzi - biografia! LIST GOŃCZY
Sorel Mizzi - blog! BLOG
Sorel Mizzi - galeria! GALERIA

Sorel Mizzi alias "imper1um"

Utworzono: 19 maja 2008
Ostatnia aktualizacja: 26 sierpnia 2008
Wpis z 19 maja 2008    

EPT Monte Carol – część 2

Struktura wielkiego finału EPT jest bardzo podobna do struktury finału WSOP. Oznacza to gigantyczną ilość pokerzystów podczas całego turnieju. Przy moim stole poznałem trzech graczy: Grega Raymera, który siedział po mojej prawej, Davida Petersa (online: dpeters) po mojej lewej oraz Maxime Villemure (zdobył później trzecią lokatę) siedzącego kilka miejsc w lewo ode mnie.

Podobnie jak przy wszystkich innych turniejach EPT, w których uczestniczyłem w tym roku, miałem zły start. Do przerwy mój stack spadł z 15 000 do 2500. Najgorsze jest to, że nie miałem ani jednej robrej ręki, która mogłaby usprawiedliwić tę diametralną stratę. Często przegrywałem akurat te pule, przy których po prostu podbiłem preflop, kolejny gracz wszedł, podbiłem ponownie i w końcu byłem zmuszony spasować. Już na początku turnieju zacząłem grać stosunkowo ostrożnie, flopy były niekorzystne, a moi przeciwnicy albo wykorzystywali moją złą pozycję, albo otrzymywali lepsze ręce… oczywiście łatwiej mi się pogodzić z ostatnią myślą.

Akurat jeszcze zdążyłem na pierwszą rękę po obiedzie. Akurat chcieli mi ją zabrać. W tym momencie miałem 2600 przy blindach 100/200 i ante 25. Przy stole 10-handed zwykle od razu bym spasował, ale ponieważ 4 osób i small blind jeszcze nie wrócili z obiadu, graliśmy 6-handed. Dla odmiany chciałem być trochę kreatywny i wszedłem z big blindem jako „gracz na muszce”. Button – Maxime Villemure – który w danym momencie wywierał na mnie duże wrażenie i którego uznaję za przeklęcie dobrego i zręcznego pokerzystę, postawił 700 i kiedy była moja kolej, wszedłem ponownie all-in. Jest to następny przykład, jak wywołać fold equity, kiedy trzyma się silną rękę. Jeżeli podbiłbym z czymś innym niż all-in preflop, musiałbym spasować, co przy moim stacku uczyniłoby mój układ KQ układem 2,3o. Wszedłem więc all-in. Niestety mój przeciwnik miał 2 asy. Na szczęście otrzymałem przy flopie dwie pary. Podwoiłem na 5000, dzięki czemu znowu dałem gazu wygrywając wielką pulę przeciwko Raymerowi. Na końcu pierwszego dnia nabyłem w sumie 50 000.

Greg Raymer wypadł z rozgrywki w następujący sposób: Jedną rundę zanim wypadł, Mel Judah postawił 600 w tylnej pozycji, button wszedł, a Raymer wszedł z pozycji małej w ciemno. Udawałem, że spoglądam na moje karty, ale już przedtem postanowiłem podbić 3300. Jeden po drugim foldował, a Raymer nawet dał mi symbolicznego klapsa na rękę jako znak frustracji. Moja następna ręka składała się z dwóch asów! Kocham, gdy się tak dzieje :) Wiedziałem, że z taką ręką należałoby zagrać wielką pulę. Stawki w ciemno nadal wynosiły 100/200, ante 25, pięć osób wchodzi z dużą w ciemno, a ja stawiam 1700 z pozycji małej w ciemno. Cztery osoby wchodzą ze mną, również big blind. Flop ujawnia J, 7, 2 (tęcza). Stawiam 4300, do Raymera wszyscy foldują, a on wchodzi mając na stacku o 12 000 mniej. Turn pokazuje 4. Realizuję, że wejście all-in przy turnie wyglądałoby słabo i on musiałby wejść ze mną, ale przy flopie. Zastanawia się kilka minut i w końcu wchodzi z 6,7o, a ja zdobywam pulę o wartości 40 000 =)

Podczas ostatniej ręki tego dnia turnieju musiałem podjąć decyzję dotyczącą mój cały stack. Akurat kiedy myślałem, że wreszcie dojdę do drugiego dnia EPT. Przed tą ręką posiadałem 25 000, a ten koleś miał trochę więcej. Byłem na buttonie i trzymałem rękę A7o, cut-off postawił 400, ja 1600 i on wszedł. Flop ujawnił T, 5, 2 z dwoma pikami. Po długiej przerwie zdecydował się poczekać, ja postawiłem 2650 i po gapieniu się na mój stack przez 15-20 sekund wreszcie wszedł. Turn przyniósł Ad i w tym momencie postawił 5 000, co mnie bardzo zmyliło. W końcu ja miałem asa. Krótko zastanowiłem się i wszedłem. River pokazał 4 (nie pik). Na stole leżały T, 5, 2, A, 4 i następny gracz postawił 15 000, dzięki czemu zostałoby mi jeszcze 500, jeżelibym wszedł i się pomylił. Na pewno zastanawiałem się nad tym przez pięć minut, ponieważ nie mogłem sobie po prostu wyobrazić, że ma dobrą rękę i w końcu doszedłem do wniosku, że po prostu jej nie ma. Wszedłem i on pokazał swoje 8,8, czyli blefował parą. Zakończyłem więc dzień 50 000, co na zakończenie dnia nie jest złym stackiem. 

Dzień 2

Jestem zadowolony z mojego table draw. Przy moim stole siedzi dwóch dobrych graczy: Antonio Esfandiari siedzi po mojej prawej, a Barry Greenstein ma short stack.

Antonio DUŻO podbijał w swej pozycji , ale ja zawsze unikałem konfrontacji. Na końcu, w pozycji małej w ciemno, wreszcie mogłem dać gazu, dzięki J9. On podbija na 1600, a ja na 4800, on znowu na 11 000, ja kontempluję nad najlepszą opcją i w końcu wchodzę all-in z pozostałym stackiem 30 000. Antonio folduje i widocznie bardzo się denerwuje. Wiem, nigdy nie pokazywać swoich kart jest niepisanym prawem, gdyż ujawnia się w ten sposób za dużo informacji, ale po prostu musiałem tak zrobić! Wyrazy twarzy ludzi były bezcenne! Udało mi się przetrwać dzień bez wielu showdownów i z końcowym stackiem 203 000, co oczywiście niezmiernie mnie uszczęśliwiło.

Dzień 3

Trzeciego dnia miałem fenomenalny start i w ciągu godziny osiągnąłem 400 000. Niestety z tą samą prędkości znowu przegrałem ten majątek. Znajdowałem się w fazie, w której nieustannie podbijałem dosłownie 90% moich rąk. Potem wszedł pewien koleś, który do tej pory uczestniczył w bardzo małej ilości pul i miał o 50 000 mniej niż ja, przy blindach 1000/2000 podbił 5500 z czołowej pozycji, co mnie oczywiście w pierwszym momencie zszokowało. Miałem A9 i zdecydowałem się na check-fold, jeżeli przy flopie nie miałoby przyjść nic dobrego… Flop ujawnił 6 8 2 (tęcza), poczekałem z zamiarem natychmiastowego spasowania przy jakimkolwiek zakładzie, ale on sprawdził dosyć prędko… Turn przyniósł 9, ja postawiłem 6500. Koleś od razu wszedł all-in z 45 000. Zastanawiałem się nad tym przez chwilę i doszedłem do wniosku, że miał zamiar zagrać przy preflopie silną parką, ale kiedy czekał przy flopie, przestałem myśleć, że jest na tyle cwany albo takim twardzielem, żeby poczekać przy overpair. Kiedy stawiałem przy turnie i on wszedł all-in, właściwie nie mógł mnie jeszcze pobić. Jedyna sensowna ręka musiałaby powstać przez dobre dobrane karty, albo to wszystko było tylko blefem. Wszedłem i on pokazał J10, z czym trafił na 10 przy riverze. W sumie była to tylko mała klęska, nic takiego.

Kolejna ciekawa ręka pojawiła się podczas gry z Jamesem Campbellem (PokerPro33), który z małej w ciemno podbił na 6000, a ja wszedłem z dużej w ciemno z ręką A5. Flop ujawnił A, 5, 2 (karo). Postawił 8000, a ja popełniłem fatalny błąd - podbiłem na 24 000. On podbił ponownie na 80 000… Ja powinienem był tylko wejść. Nie miało sensu w takim momencie podbijać ponownie, bo dokładnie wiem, że nie wejdę z tym kolesiem, kiedy poszedłby jeszcze dalej. Miałem uczucie jakby moja ręka rozeszła się w powietrzu. Jest mnóstwo kart, które mogłyby pohamować go z medium flush przy turnie, ale może też być, że ma np. rękę AK z królem treflem. Jeżeli w tym wypadku podbiję flopa, prawdopodobnie dam mu szansę na wyeliminowanie mnie… Istnieje jedna rzecz, którą dobrze umiem – fakt, że nie daję moim przeciwnikom możliwości dominowania w danej sytuacji, ale dokładnie to zrobiłem. Niestety jednak mój stół został wkrótce zlikwidowany i posadzono mnie z lewej od Freddy‘ego Deeba.

Przez pierwsze 45 minut przy tym stole Freddy i ja zmienialiśmy się w odbijaniu stawek w ciemno, raz na czas musiałem się bronić, kiedy miałem uczucie, że mnie za bardzo ogranicza. Freddy Deeb jest zdumiewającym pokerzystą turniejowym. Takich nadmuchanych facetów często widuje się w telewizji. Popisują się bóg wie czym, żeby tylko pokazać jacy są wspaniali, ale Freddy Deeb taki nie jest. On jest porządnym gościem, który w każdej sytuacji gra po prostu dobrze. Niestety dopiero wtedy się na to skapnąłem, kiedy już posiadał moją duszę :(. Czy może sam posiadałem moją duszę? Nie wiem tego tak do końca, zadecydujcie sami. Blindy 1500/3000, dokładnie w rundzie bubble (jedna runda do cash ranks) jestem graczem na muszce z T7. Stawiam 7700. Do pozycji dużej w ciemno, na której jest Freddy Deeb, wszyscy foldują, a on podbija na 38 000, ale ma o 130 000 mniej ode mnie. W tym momencie posiadam około 400 000 i postanawiam wejść all-in, a on natychmiast wchodzi ze swoimi dwoma asami… Zanim się jednak na mnie rzucicie, należy jeszcze rozpatrzyć kilka kwestii. Po pierwsze dokładnie pamiętam jak myślałem o tym, że przyszedł czas na to, że Freddy Deeb mnie podbije. Wyobraziłem sobie jak wszyscy foldują do pozycji Freddy‘ego Deeba i on mnie podbija, niezależnie od tego, co trzyma w ręce. Również kwota, o którą podwyższył, raczej mówiła: „NIE, nie jesteś szefem przy tym stole, ja nim jestem, więc nie podbijaj MOICH stawek w ciemno. Proszę spasować“. Wiem, że Freddy Deeb nie przejmuje się bubbles, ale może on myśli, że ja tak. Nieraz po prostu za dużo się zastanawiam i zapominam o moich początkowych myślach (najczęściej wówczas, kiedy najpierw wiem, że powinienem spasować, ale później przekonuję siebie samego do wejścia). Nie była to jednak taka sytuacja. Byłem nawet przekonany, że spasuje. Wyobraziłem sobie all-in jako najlepsze rozwiązanie. Nic nie mogło tego zmienić. Już podjąłem moją decyzję. Może powinienem na tym miejscu zaznaczyć, że często podbijałem będąc w czołowej pozycji, czyli on spostrzegał moje podbicie „na muszce” jako podbicie z pozycji buttona… Jeśli zanalizowałbym sytuację z prostszego i praktyczniejszego punktu widzenia, spasowałbym moją rękę, kiedy ktoś, kto lubi flopy, w grze 9-handed podbiłby z dużej w ciemno moje podbicie „na muszce”. Po tej ręce moja reputacja legła w gruzach i ludzie zawsze podbijali, kiedy stawiałem. W końcu wziąłem jeszcze ostatni napęd z moim AJs (suited) i trafiłem na AK, co oznaczało moją klęskę. Na końcu zdobyłem 55 lokatę :(. W sumie oczywiście jestem bardzo zawiedziony… chociaż byłem na tyle cwany, żeby zrobić interes z Isaaciem Baronem (westmenloaa), dzięki któremu mogłem jeszcze nabyć kilka procent. On jest nadzwyczajnym pokerzystą i jedną z niewielu osób, z którymi zrobiłbym taki interes.

Pierwszy dzień po turnieju był przeznaczony alkoholowi, wszyscy mieliśmy banię. Antonio Esfandiari i ja zawieraliśmy absolutnie bezsensowne zakłady z wątpliwymi wynikami – Roshambo albo zakład na to, że nie uda mu się w ciągu dwóch minut zmusić 10 ludzi, żeby położyli się na ziemi. Oczywiście wszystko tylko dla jaj. Ostatecznie Antonio chyba wygrał kilka setek euro. Później założyliśmy się o coś bardziej poważnego. Tym razem szło o bardzo dużo pieniędzy. Zaczęło się, kiedy opowiedziałem historię o kobiecie, która w Vegas wygrała kilka milionów, dzięki temu, że udoskonaliła technikę rzucania kośćmi. Nadzwyczajnie często udawało jej się rzucić kośćmi w taki sposób, że pokazywały się te oczka, które potrzebowała. Pomyślałem, że jeżeli człowiek zawsze zdoła rzucić dowolną liczbę oczek, można też udoskonalić rzuty maszyny. Nieważne czy kości czy monety. Zadałem więc następujące pytanie. Jeśli zbuduje się maszynę, która przy każdym rzucie monety obliczy WSZELKIE czynniki takie jak ciśnienie w pomieszczeniu, grawitację, wiatr itp., byłoby możliwe, że moneta za każdym razem wyląduje na tej samej stronie? Natychmiast utworzyły się dwie opinie. Ja założyłem się o to, że pod takimi warunkami moneta spadłaby na tą samą stronę. Antonio zaprzeczył i wydawał się przerażająco przekonany.

Adnotacje:

  1. Rzut monety następuje z wysokości przynajmniej 1 stopy
  2. Moneta, maszyna i podłoga zawsze są takie same… żaden z tych przedmiotów nie jest uszkodzony w taki sposób, że ma jakikolwiek wpływ na precyzję rzutu. NIE MA ZMIENNYCH
  3. Mówimy o teorii – nie trzeba specjalnie zbudować maszyny (przy czym myślę, że to na pewno jest możliwe)

Najpierw chciałem założyć się z Antionio o 1000 €, ale ponieważ moi przyjaciele Johannes Straussman i Ryan Daut także chcieli wziąć udział w zakładzie, musiałem podbić stawkę na dobre 10 000. Dla wszystkich, którzy nie znają Johannesa lub Ryana – obaj podcierają się złotem. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby zawierali boczne zakłady, przy których nie byli stuprocentowo pewni, że wygrają, albo przynajmniej liczyli na znaczny edge. Aby w końcu móc udowodnić, kto ma rację, musieliśmy skonsultować jakiegoś renomowanego profesora fizyki (Harvard, Yale,…). Prawdę mówiąc, akurat mi się za bardzo nie chce zajmować tą sprawą, ale za kilka miesięcy obaj będziemy w Vegas, wtedy się tym na pewno zajmę. Jeżeli jakiś czytelnik tego blogu miałby wiedzieć coś na ten temat – proszę o odpowiedź :) Chętnie dowiedziałbym się waszych opinii. Szczególnie jeżeli twierdzicie, że nie mam racji.

Sorel




Sorel Mizzi jest sponsorowanym przez zawodowym pokerzystą, który gra online ekskluzywnie na pod pseudonimem "imper1um".

Oceń bloga!
0,00

Betfair Poker

 
     
     
     
Wpisz do tego pola liczby z ilustracji znajdującej się po lewej stronie. Służy to zabezpieczeniu strony przed "sztucznymi" użytkownikami.
Proszę nie używać w komentarzach linków na zewnętrzne strony
;) :( :) :D :0 :X :P ;P 8)  
 
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez BonusBonusBonus w celach regularnego dostarczania informacji o nowościach i promocjach. W każdej chwili mogę zrezygnować z abonamentu newslettera. Dane osobowe nie są udostępniane osobom trzecim.
Chcę otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach na ten temat
    Poleć stronę! e-mail        Drukuj stronę! Drukuj  
 
Przejdź do poprzedniego wpisu w blogu! 

Strona 5/7

Przejdź do następnego wpisu w blogu!
Wszystkie wpisy w blogu!
---

Tagi

---