poniedziałek,  10 grudnia 2018  -  01:11:18
Poker, Sports Betting, Casino Poker, Sportwetten, Casino BonusBonusBonus.cz BonusBonusBonus.sk Poker, kasyno, bukmacher BonusBonusBonus.hu BonusBonusBonus.ru Poker, Sports Betting, Casino
Christoph Haller - biografia! LIST GOŃCZY
Christoph Haller - blog! BLOG

Christoph Haller

Utworzono: 22 sierpnia 2008
Ostatnia aktualizacja: 29 sierpnia 2008
Wpis z 22 sierpnia 2008    

Velden i Las Vegas – podróż w czasie

Wstać od stołu pokerowego z dobrym plusem, ale mimo tego musieć pożyczyć pieniądze na podróż do domu - należy to do jednych z raczej niepotrzebnych przeżyć. Mam pod tym względem kilka bolesnych doświadczeń. Tym razem postanowiłem pojechać na mój występ galowy do Velden. Kiedy wygrałem już wystarczającą sumę w pokerze, wstałem i dałem się skusić innym niebezpieczeństwom tego pięknego kasyna, jakim jest w Velden.

Zgodnie z moją teorią gra w pokera nie wymaga szczęścia. Potrzebna jest po prostu dobra gra – chociaż wierzę w to tylko wtedy, kiedy partia idzie po mojej myśli. W każdym razie grając w ruletkę definitywnie można poznać aktualne kaprysy bogini Fortuny. Zgodnie z moim planem chciałem tylko jednorazowo postawić 2500 € na czarne i przerwać grę w wypadku straty. Przecież to tylko jeden jedyny raz. Po pierwszej stracie jednak chciałem naprawić szkody i potem – naprawdę – od razu przestać grać. Znowu przegrałem. W końcu każdy zasłużył na trzecią szansę, nawet kasyno. Ponownie przegrałem i rzeczywiście przerwałem grę na ten dzień. Następnego dnia to samo (tylko w droższym wydaniu). Trzy razy na czerwony, trzy razy przegrałem.

Trzeci dzień, trzecie podejście. Znowu myślę kategoriami teorii pokera – dobrej, opłacalnej gry. Nauczyłem się na błędach, które popełniłem w ostatnich dwóch dniach. Musiałem coś zmienić. Może sęk tkwił w nierównych i niekonsekwentnych stawkach. Przecież kto naprawdę liczy na realne szanse na wygraną stawiając 2500 €. Podwyższyłem więc mój zakład, jednak nie jestem w ciemię bity i postawiłem na czarny. I co się stało? – Zgadliście, czerwony!

Wracając do Wiednia miałem trochę czasu, by pomyśleć o moim życiu (kasynowym). Coś tu trzeba wymyślić, ponieważ mój system widocznie nie okazuje się zbyt korzystny. Na pewno byłoby mądrzej – i taniej – spędzać wolny czas po rozgrywkach pokerowych zajmując się czymś innym. Tak naprawdę to z takim zamiarem nosiłem się już wówczas w Las Vegas i niniejszym dotarłem do historii, którą dziś właściwie chciałem opowiedzieć.

To już chyba z dziesięć lat. W każdym razie akurat otwarto poker room w Bellagio. Najwyższy co do wartości stół był obsadzony sławnymi osobowościami ze świata pokera. Z jednej strony prawdziwi frajerzy z najwyraźniej z nieskończenie wielkimi rezerwami finansowymi, a z drugiej strony rekiny takie jak Doyle Brunson, Chip Reese i highrollerzy, którzy dziś już nie są tacy znani. Pozy tym przy stole: Mike Matusow, którego początkowo nie było łatwo oszacować, Phil Hellmuth, Annie Duke i pewien pokerzysta, którego nazywali „The Greek“ (o nim opowiem innym razem).

Wówczas wynalazłem właśnie ten system trwonienia pieniędzy. Praktycznie codziennie wstawałem od stołu High Limit z pełnym worem pieniędzy, po czym zaczynałem grać w kości i blackjacka. Robiłem to przez długi czas tak konsekwentnie, że kasyno zwróciło na mnie uwagę. Same wygrane w pokera kasynu nic nie daje, ale jeżeli zwracasz mu wygrane pieniądze, w miejscu takim jak Las Vegas stajesz się VIP-em. Przynosi to radość i honor, jednak właściwie człowiek powinien się nad tym zastanowić, gdyż jest to nieco dziwne. Wówczas po prostu się tym cieszyłem.

Nagle nie musiałem już chodzić do recepcji, ponieważ dla spełniania moich życzeń i zamówień miałem teraz do dyspozycji pokój VIP-a – swego rodzaju punkt obsługi, który wszystko załatwiał od ręki. Nieważne, czy chodziło o bilety na przedstawienie, czy róże na randkę itd. Załatwiali mi bilety lotnicze i niekiedy nawet nie musiałem za nie płacić. Robili dla mnie wszystko, co zechciałem, a kiedy młode damy obsługujące pokój VIP-a akurat z jakiejkolwiek przyczyny nie były w stanie mi pomóc, została mi jeszcze opcja osobistej asystentki, której hotel zlecił spełnienie każdego możliwego do spełnienia życzenia, zanim zdążę je wymówić.

Moja asystentka VIP-a nazywała się Nancy Moranski. Była atrakcyjna i bardzo przykładała się do swojej pracy, a przede wszystkim miała najlepsze kontakty w mieście. Praktycznie nie było restauracji, linii lotniczej, czy przedstawienia, którego Nancy nie mogłaby dla mnie załatwić. Nawet nowy program przedstawienia „Cirque du Soleil” nie był problemem. Dla „zwykłych śmiertelników“ uzyskanie biletów było dosłownie niemożliwe. My, pokerzyści mieliśmy przyjemność obserwować trudności związane z nabyciem biletów niemalże codziennie. Całkiem w pobliżu pokoju High Limit stała długa kolejka niestrudzonych optymistów, którzy dzielnie i cierpliwie czekali na rzadko oddawane lub nieodebrane bilety. – Niemalże zawsze bez sukcesu.

Dla prawdziwego highrollera – zwłaszcza dla takiego, który korzysta z usług VIP-a – sprawa była znacznie łatwiejsza. Wystarczyło zmierzyć stopień ważności własnej osoby – porównywalnej z symptomem bogatego frajera w kasynie – z odległością do sceny. Za każdą stratę w wysokości 50 000 $ zbliżano się do sceny o rząd do przodu.

W każdym razie ponownie siedziałem przed stosem żetonów między Doylem Brunsonem i dwoma kolesiami z Ameryki Południowej, którzy grali, jakby posiadali rezerwy ropy naftowej całego kontynentu, kiedy nagle, jak łatwo było zauważyć, dumna Nancy Moranski wpada w strefę High Limit. W ręce trzyma kopertę z dwoma biletami na „Cirque du Soleil” – nie były to byle jakie bilety, tylko bilety klasy premium w pierwszym rzędzie.

Wszyscy przy stole mi pogratulowali, jednak nie imponowało to tylko moim przeciwnikom. Wydawało się, że nastrój ogólnej radości udzielił się nawet kibicom. Jeden z nich wpadł mi szczególnie w oko – machał do mnie i podniósł do góry kciuki, a potem w drodze do pralni mnie zagadnął. Mówi, że dobra przyjaciółka - nader pociągająca i wolna – jest dwa tygodnie w mieście, a jej największym życzeniem jest zobaczyć przedstawienie. Pyta, czy już wiem, kto otrzyma mój drugi bilet. A więc, dokładnie to był mój plan: zrobić wrażenie na pięknej kobiecie (wolna czy nie – byłbym gotów na kompromis) uszczęśliwiając ją tymi biletami. Zgodziłem się więc, ciesząc się z tej okazji.

Następnego dnia nadszedł w końcu ten moment. Nancy załatwiła mi najlepszy garnitur, nową koszulę oraz wyczyszczone buty i punktualnie przybyłem (znowu zgadliście) do wejścia VIP-ów teatru.
Wiele kobiet w różnym wieku, ale ani jedna bez faceta – żadna nie wygląda na moją towarzyszkę. Już się zaniepokoiłem, że przegapiłem piękną nieznajomą i w tym momencie nagle wystąpił zza kolumny mój drogi gratulant i honorowy swat z Bellagio, mówiąc: „Niech się pan nie martwi, to nie ja!“ Głośno się śmieje i klepie mnie po ramieniu. „Moja przyjaciółka zaraz będzie, nie raz się spóźnia. Wie pan jak to jest z pięknymi kobietami.“ Jeszcze raz się szeroko uśmiecha i prawie już boleśnie klepie mnie po ramieniu, po czym staliśmy i czekaliśmy w milczeniu.

W pewnym momencie zaproponował mi uprzejmie, że spokojnie mogę już wejść, a on jeszcze poczeka. Mówił, że się krępuje i że przecież specjalnie mówił koleżance, żeby się pośpieszyła. Myślałem: Hm, dobry pomysł, spotkanie w ciemnościach sali teatralnej ma w sobie coś romantycznego. Dałem mu drugi bilet, popędziłem na przedstawienie i akurat zdążyłem na rozpoczęcie się niesamowitego show. Oczywiście wszystkie miejsca były zajęte, jedynie siedzenie z mojej lewej było puste i samotne.

Jednakże niedługo. Sapjąc i stękając takie typowe babsko odwiedzające Las Vegas przebijało się przez rzędy, aby w końcu z ulgą i z wielkim hukiem zająć miejsce obok mnie. Ponieważ jestem uprzejmym mężczyzną, poczekałem aż po marszu, jakich najwyraźniej nie przeżyła w życiu wiele, ponownie dojdzie do sił i jako tako wyrówna swój zasób tlenu: „Przepraszam, pani siedzi na zarezerwowanym miejscu. Czekam na przyjaciółkę“. Jej odpowiedź niczym śpiew typowych dam z południowych stanów Ameryki, które zwykle cały pobyt w Las Vegas spędzają z jednorękim bandytą brzmi: „Mylisz się, młody chłopcze. To moje miejsce!“, po czym wygrzebuje ze swojej nieforemnej, wielkiej torby dobrze znany mi bilet. W tym momencie nie wiedziałem, co powiedzieć i byłem raczej zmieszany niż oburzony. Wiadomo, że każdy ma inny gust, a „piękno“ po prostu jest pojęciem subiektywnym. Mam nadzieję, że jest wolna – pomyślałem – mogłaby mnie wówczas wyleczyć z samotności i w przyszłości wciskać moje mozolnie zarobione grą w pokera pieniądze w różne automaty do gry. W ten sposób zaoszczędziłaby mi drogi do stołów z grą w kości – swego rodzaju podział pracy w rodzinie. Potem kobieta, która mogłaby być moją drugą matką swoim grubym paluchem, puknęła mnie w ramię : „Nie mogę w to uwierzyć. Taka korzystna okazja. Ten miły pan chciał za bilet tylko 150 $. Przy tym tak trudno jest w ogóle dostać jakikolwiek bilet na to przedstawienie. A to są nawet miejsca w pierwszym rzędzie“. „Tak, wiem“, odparłem, aby też coś powiedzieć, ale zaraz wpadła mi w słowo. „Wie pan, dzisiaj chyba jest mój szczęśliwy dzień“. „Mój też“ powiedziałem i zrobiłem to, co pokerzyści po prostu muszą robić – starałem się tym nie przejmować i cieszyć się przedstawieniem.

W drodze do domu z Velden mijałem wielkie plakaty reklamowe – „Mama Mia“ z Piercem Brosnanem i Meryl Streep w austriackich kinach. Koniecznie muszę obejrzeć ten film. Natychmiast muszę zdobyć dwa bilety. Zastanawiam się, czy mogę po prostu zadzwonić do kasyna w Velden i oni się tym zajmą, czy jest to raczej sprawa, z którą mógłbym zwrócić się do Nancy Moranski, jeżeli mnie jeszcze nie zapomniała bądź odtrąciła? Nieważne, samemu też mi się to uda załatwić. Ale kobiecym towarzystwem lepiej zajmę się sam. To na pewno będzie miły wieczór. Zawsze należy myśleć pozytywnie, ponieważ czarne myśli nie mają sensu. (Nawiasem mówiąc, stawiać na czarny też nie jest dobrym pomysłem, a w ogóle to nie aż siedem razy z rzędu.)




Oceń bloga!
10,00

Wyślij wiadomość! Inactiv comments Activ comments Delete comments
 
     
     
     
Wpisz liczby z ilustracji znajdującej się po lewej stronie. Służy to zabezpieczeniu strony przed "sztucznymi" użytkownikami.
Proszę nie używać w komentarzach linków na zewnętrzne strony
;) :( :) :D :0 :X :P ;P 8)  
 
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez BonusBonusBonus w celach regularnego dostarczania informacji o nowościach i promocjach. W każdej chwili mogę zrezygnować z abonamentu newslettera. Dane osobowe nie są udostępniane osobom trzecim.
    Poleć stronę! e-mail        Drukuj stronę! Drukuj  
 
Przejdź do poprzedniego wpisu w blogu! 

Strona 1/7

Wszystkie wpisy w blogu!
---

Tagi

---