Zacznę od streszczenia pierwszego dnia na turnieju głównym WSOP 2008. Cieszy mnie, że drugi rok z rzędu przeszedłem przez pierwszy dzień rywalizacji. Był to bardzo długi dzień i wszystko szło dobrze do momentu ostatniego rozdania. Prawie cały czas byłem bliski pozycji lidera pod względem żetonów i szykowałem się już do zgarnięcia wygranej, gdy załatwiła mnie ostatnia ręka. Z J6 przy flopie JJ5 wszedłem all-in. Mój przeciwnik prowadził z AJ, turn przyniósł kolejnego asa i już było po mnie. Zamiast wrócić do domu z sumą około 110 000 $, drugą rundę zacznę z 64 125 $, co mimo wszystko nie jest tragedią. Postaram się przez te kilka dni przed drugą rundą rywalizacji wypocząć. Maja pierwszy dzień (1a) zakończyła z 70k. Jutro obydwoje zagramy w dzień 2a i liczę, że przejdziemy do dnia trzeciego.
Miałem kilkutygodniową przerwę od tenisa z powodu bólu szyi, który pozwalał mi tylko na krótkodystansowe uderzenia i puttowanie. Dopiero wczoraj grając z Jani i Nickiem mogłem przymierzyć z dalszych odległości. Jani zatrudniła nowego pomocnika (caddie) o imieniu James, który na nasze nieszczęście bardzo jej pomaga. Większość uznałaby grę w golfa na TPC jako ukoronowanie wieczoru, ale wraz z Janim potrzebowaliśmy większych emocji. Wykupiliśmy najlepsze miejsca na pojedynek Forest Griffin kontra Rampage Jackson z serii UFC. Postawiłem na Griffina, który sprawił wszystkim niespodziankę. Robiło się już późno, ale dzień bez pokera jest dniem straconym, więc udałem się do Bellagio, zasiadając do miłej partyjki $4000-$8000 z Davidem, Eli, Rafi i Mynh. W trakcie gry przeszło mi przez myśl, że moje sny właśnie stają się rzeczywistością, ponieważ dopiero co grałem w golfa, obejrzałem walkę UFC, grałem w Bobby’s Room, a na dodatek za kilka minut zaczyna się transmisja z finału w Wimbledonie (Federer kontra Nadal), który można było oglądać na dwóch ekranach w Bobby’s Room. Grałem w pokera, ale tak naprawdę bardziej interesował mnie tenis. Było to jedno z najlepszych starć w historii Wimbledonu. Oglądanie zaciętej walki tenisistów było prawdziwą rozkoszą. Następnie postanowiłem wrócić do domu. Udało mi się wygrać dość przyzwoitą sumkę pieniędzy i byłem w połowie drogi do domu, gdy zadzwonił telefon. Mój agent powiedział, że jak chcę, mógłbym się spotkać z Forestem Griffinem i Chuckiem Liddellem w RIO. Jestem wielkim fanem mieszanych sztuk walki (MMA), dlatego pomknąłem do RIO pogratulować Forestowi i pogadać z chłopakami przed ich występem w turnieju głównym. To był bardzo długi dzień, ale nie mógłbym sobie wymarzyć lepszego. Kocham Las Vegas, nie ma na świecie drugiego takiego miasta.
Umówiłem się z Brandonem Adamsem na grę na Wynn Golf Course. Ustaliliśmy, że mogę wybrać trzy pola golfowe, natomiast on wybierze ostatnie. Zdecydowałem się na TPC Summerlin, Bears Best oraz Wynn. TPC to moja ojczyzna jeśli chodzi o pola golfowe, mimo poziomu trudności. Najmniej lubię Bears Best z uwagi na trudny obszar wysokiej trawy, z której nie potrafię optymalnie uderzyć piłeczki. Wynn należy do moich ulubionych pól, gdzie podczas ostatniego pojedynku wkurzony Brandon przerwał grę po 9 dołkach i walkowerem oddał mi wygraną, a co za tym idzie 70 000 $.
Tym razem z uwagi na wyjątkowe okoliczności musieliśmy wprowadzić kilka zmian. Na Wynn rozgrywaliśmy rundę treningową – Brandon, Jani, Nick, mój agent Chris i ja. Zapłaciliśmy sporo pieniędzy za wynajęcie pola, 2000 $ za dołek. Komplikacje zaczęły się już przy pierwszym dołku, gdy Greg, zawodowiec pełniący funkcję doradcy, oznajmił, że nie możemy korzystać z naszych pomocników (caddies), wynajmujemy bowiem prywatnych pomocników, którzy towarzyszą nam podczas każdej gry.
Nie mam nic przeciwko temu, że Wynn udostępnia własnych pomocników, niemniej powiedzieliśmy mu, żeby się nie mieszał i pozwolił nam spokojnie robić swoje. Stawki były olbrzymie, dlatego każdy przyszedł z osobistym pomocnikiem. Zawodowy doradca jeździł po polu szpiegując, czy nasi pomocnicy siedzą w meleksach jak im kazano. Prawda jest taka, że płacę Jimmy’emu za pomoc w analizie terenu, czyszczeniu kijów i za inne czynności pomocnika – a tutaj przy piątym dołku wyrzucili naszych pomocników z pola golfowego. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Obsługa Wynn potraktowała nas w taki sposób, że nikt nie wierzył w to, co widział. Gdy następnym razem utopię milion dolarów grając w kości, na pewno nie będzie to w kasynie Wynn.
Ostatecznie Brandon i ja zdecydowaliśmy się zmierzyć na TPC, moim „polu obiecanym”. Z uwagi na fakt, że to pole lepiej mi pasuje, on mógł wygrać 110 000 $, natomiast ja 100 000 $. Brandon gra coraz lepiej, tak więc to ja jestem outsiderem (underdog).
Mecz tenisa rozegramy następnego dnia, czyli około 14 lipca. Z pewnością będą to dwa odjazdowe dni. Mam nadzieję, że wygram obydwie konfrontacje i trochę pieniędzy.
Wkrótce umieszczę nowy wideoblog. Dla zainteresowanych polecam także www.rawvegas.com.